piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 23 - On UMIERA!




                                              MUSIC

___________________________________________________________________________


Miałam ponad 100 nie odebranych połączeń  od Marco i Mario, ale trudno. Wahałam się czy odebrać, odrzucić czy odpisać. Postanowiłam, że nic z tym nie zrobię, choć wiem, że cholernie się o mnie martwili.
Gdy miałam wychodzić do sklepu, gdyż lodówka świeciła pustkami, przed drzwiami zobaczyłam...Mario i Marco, po ich minach można było wywnioskować, że są wkurzeni? Trochę?
-O cześć chłopaki co wy tu robicie? - powiedziałam, tak jakby nic się nie stało, bo kurde nic się nie stało! Wyjechałam tylko do swojego ojczystego kraju, coś w tym jest złego?!
-My się ciebie powinniśmy spytać co ty tu robisz!
-Ja wychodzę do sklepu- powiedziałam z bananem na twarzy
-I mówisz to tak jakby nic się nie stało? - zapytał Mario, parząc na Marco.
-Niby co się stało?! Co?! To, że chciałam się na tydzien, może 2 urwać od rzeczywistości?! Chciałam po prostu być w Polsce, bo nie wytrzymałabym, przechodząc obok Marco obojętnie! Nie wytrzymałabym dnia nie powiedząc mu jak bardzo go kocham, choć wiem, że on czuje do mnie tylko przyjaźń! - zaczęłam płakać – Ja po tym jak całował dzień przed imprezą jakąś śliczną blondynkę, a następnie poszedł z nią do NASZEJ sypialni, nie powinnam już nic do niego czuć, ale go kocham, nie potrafiłabym z dnia na dzień zapomnieć o naszych wszystkich wspomnieniach, tych dobrych i tych złych, nie da się przestać kochać, jeżeli naprawdę czuło bądź czuje się coś do drugiej osoby, nie można przestać, miłosć nawet ta pierwsza zostaje na całe życie! - rozpłakałam się na dobre, zamknęłam im drzwi przed nosem i osunęłam się po nich, schowałam twarz w kolana i zaczęłam płakać jeszcze bardziej, słyszałam tylko głos Marco, żebym otworzyła, po chwili usłyszałam huk, otworzyłam drzwi i zobaczyłam leżącego zakrwawionego Marco nie ruszającego się .
-Coś ty mu zrobił?!!
-No... bo... ja chcia... chciałem mu dać nauczkę, bo nie chciałem żebyś cierpiała... Przepraszam...
-Dzwonie po karetkę!
chwile potem
.
.
.
-I co? - spytał
-Po.. wiedzieli, że już jadą. - powiedziałam, a łzy jeszcze bardziej dawały się we znaki - Marco! Kotku! Obudź się!
Usłyszałam syreny pogotowia.
-Co mu się dokładnie stało?
-Ja... ja go popchnąłem i upadł, a potem już się nie ruszał, i tak zostało do teraz. - powiedział Mario po niemiecku, a ja musialam przetłumaczyc.
-Wasz przyjaciel ma krwiaka mózgu, który pękł przy silnym upadku... musimy go szybko zabrać do szpitala! - powedział jeden z ratowników,podczas gdy 2 innych pakowało Marco do ambulansu.
-Do którego szpitala? - powiedziałam przez łzy
-Na Banacha. Do widzenia!
I pojechali...
-Mario... - powiedziałam wtulając się w ciepły tors przyjaciela – A jeżeli on nie przeżyje?
-Nie wolno nam nawet tak myśleć! On jest silny! Przeżyje!
Narracja 3 – osobowa * 5 godzin później
Już cały świat dowiedział się o wypadku tego – Marco Reusa. Cała Borussia oraz jego przyjaciele i rodzina zebrali się w małym szpitaliku na Banacha. Piłkarz miał właśnie operację, która przedłuża się już 3 godziny. Była godzina 16:48, z sali wyszedł lekarz. Młoda Jastrzębska podniosła się z krzesła i od razu otworzyła usta i zapytała się starszego pana Walczak:
-Proszę powiedzieć co z nim?
-No więc... udało nam się powstrzymać krwawienie i usunąć krwiaka, lecz to wszystko zależy od organizmu pana Marco, ta doba będzie decydująca.. Przepraszam, ale muszę iść do innych pacjentów.
-A proszę nam jeszcze powiedzieć ile będzie leżał w śpiączce?
-Uuuuh..... w tej, w którą zapadł pan Reus od 5 dni do końca swojego życia...
Każdy zaczął płakać... nie było wyjątków... Ich usta ułożyły się w cieniutką linię, a oczy były spuchnięte od płaczu.
-Mamo, aje wujek Malco pzeżyje plawda? - powiedział Nico – siostrzeniec Marco.
-Tak, przeżyje, mogę ci to obiecać – powiedziała Yvonne – siostra blondyna, choć sama nie była pewna swoich słów...
*Gabi *
    Postanowiłam pójść zapytać się lekarza, czy można do niego wejść, powiedział, że tak, ale na 10 minut. Wchodzę... Gdy zobaczyłam Marco, podpiętego do miliona kabelków zrobiło mi się słabo.
Usiadłam na taborecie i złapałam go za rękę.
-Marco, skarbie obudź się, proszę. Ja ciebie nadal kocham i nie wybacze sobie, jeżeli się już nie obudzisz, to wszystko moja wina, gdybym nie przyznała się do tego, że widziałam cię z tą blondi nie doszłoby do tej całej akcji, wiedziałeś, że masz krwiaka? Kocham cię, kochanie...
Musnęłam delikatnie jego usta i już miałam wychodzić, gdyby nie piszczące jednogłośnie oprogramowanie. To oznaczało tylko jedno...
-LEKARZ! GDZIE JEST LEKARZ! ON UMIERA!
-Co Gabi o czym ty mówisz?! - powiedział Piszczek, a chwile po tym uszłyszałam głos lekarza: Proszę się odsunąć!
Widziałam jak go reanimowali... tak cholernie się o niego bałam...
___________________________________________________________________________
Hej! Rozdizał po krótkiej nieobecności leci w wasze ręce do waszej oceny, jak tam chcecie :D 
Szczerze mówiąc... płakałam jak pisałam o Marco i tym szpitalu .... 
Jak myślicie Marco umrze czy nie? 




środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 22 - Chcę cię mieć już zawsze przy sobie!

Byłem w szoku. 2 osoby, które darzyłem zaufaniem... zdradziły mnie! Tak... mowa tu o Gabryśce i Mario. Kiedyś czułem, że mogę dla nich wskoczyć w ogień, a teraz czuję... że najlepszym rozwiązaniem było by... gdybym odszedł z tego świata. Każdemu byłoby lepiej beze mnie. Mario – by mógł osiągnąć wreszcie swój cel. Gabi – by mogła w końcu spotykać się z moim 'kumplem'.
Wziąłem kartkę i zacząłem pisać... (…), a następnie pojechałem na Signal Iduna pożegnać się z moim drugim domem oraz klubem... najwspanialszym klubem pod słońcem. Podjechałem pod dom Mario i na wycieraczce położyłem list pożegnalny, potem wróciłem do domu. Rzuciłem kurtkę na łóżko, wziąłem wódkę na znieczulenie poszedłem na górę do łazienki...
 . tymczasem u Mario i Gabi .
-Cho na Idunę! - powiedział chłopak.
-Ok, wezmę telefon. - odpowiedziała ponuro.
Gdy dziewczyna wyszła z domu swojego kumpla stanęła na czymś, i gdyby nie do, że pod jej nogami znalazła kartkę, z napisem: Drogi Mario! Droga Gabi! Pewnie poszłaby dalej.
-Mario! - zaczęła czytać – Maaaario! - powiedziała przez łzy.
Chłopak miał słuchawki na uczach, także nie słyszał wołania dziewczyny.
-Mario do cholery jasnej!
-Co? - popatrzył niewinnie na nią.
-Chodź...
Zaczął czytać na głos:
-Drogi Mario!
Droga Gabi!
          Piszę do was ostatni list mojego życia. Postanowiłem nie utrudniać wam tego cholernego związku. Lepiej będzie (dla wszystkich) jak odejdę z tego świata. Powiedzcie drużynie, że chciałem to zrobić i pokażcie im ten list. Nie róbcie mi pogrzebu, nie szukajcie mnie. Sprzedajcie mój dom i bądźcie razem do cholery szczęśliwi!
                                                                                                        Marco
PS Mam nadzieję, że zapamiętacie mnie jako dobrego człowieka.
.
-Czy on chce się zabić, przez nas?! - Pytałem siebie
-Bierz auto, jedziemy do naszego domu!
-Już! No właź co ty jesteś jakaś nie normalna?!?!
-Czekam aż mi otworzysz debilu!
-A no tak – pomyślałem – Okej – rzuciłem oschle
Po 5 minutach byliśmy w domu przyjaciela, było otwarte, od razu pomiegliśmy do łazienki.
.
-Nie! Marco! STÓJ! - krzyknęliśmy równocześnie i podeszliśmy do niego!
-Nie zbliżajcie się bo zrobię to mocniej. - powiedział patrząc na mnie i na to jak płakałam. Po kilku sekundowej ciszy Mario podbiegł do Marco i wyrwał mu z rąk żyletkę.
-Czy ty jesteś normalny?! - krzyknełam na Reusa – Byśmy nie wytrzymali psychicznie, załamalibyśmy się, nie mielibyśmy z kim rozmawiać o wsyzstkmim i o niczym, nie miałabym się do kogo przytulać, kogo całować, PATRYCJA nie mia... - i tu mi przerwał
-A Goetze?!
-Znów zaczynasz! - powiedziałam przez płacz.
-Jakie znów?! Jakie znów?!
-A takie, że od wczoraj jak ci coś mówie... to ty tylko,: a Mario?, a Gotze? On przynajmniej widzi świat w kolorowych barwach! - wykrztusiłam z siebie. - Mario chodź idziemy! A ty Marco, jak przemyślisz to wszystko to odezwij się. Ale pamiętaj – w NAS zawsze masz oparcie.
-Gabi...
-Nie Marco! Jak przemyślisz swoje zachowanie to dopiero wtedy porozmawiamy! Na razie... do widzenia!
Czułam się jak jakaś jego matka.
Gdy byliśmy już w domu Gotzego on rozpoczął temat:
-Nie uważasz, że za ostro potraktowałaś Reusa?
-Słucham?!
-No... nie uważasz, że za ostro go potraktowałaś? Fakt, faktem, ale on chciał się zabić i to przez nas!
-Chłopie, co jak co, ale był kiedyś moim chłopakiem, i nadal go kocham, ale trzeba go w końcu na nogi postawić! Nie możemy się z nim cackać bo będzie gorzej... - mówiłam...
-Gabi! Co w ciebie wstąpiło?! Wiem, że teraz mówisz taka na luzie, ale w środku, jesteś smutna! Wiem, też nie raz miałem takie sytuacje.
-To... to prawda... - rozkleiłam się jeszcze bardziej i już miałam się przytulić do przyjaciela, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. - Otworze . - rzuciłam.
W drzwiach stała najmniej spodziewana osoba... Marco.
-Chcę cię mieć już zawsze przy sobie! - powiedział po czym mnie przytulił – Na razie nie jako dziewczyna, narzeczona, ani przyjaciółka, lecz jako koleżanka. - wysiliłam się na uśmiech.
-Pogadajcie sobie, ja pójdę na górę. - powiedziałam unosząc kąciki ust ku górze.
Powędrowałam na górę do mojego tymczasowego pokoju i rzuciłam się na łóżko z płaczem.
Zdjęłam pierścionek od Marco... tak ten zaręczynowy, wyszłam na balkon i  z niego skoczyłam, ale nic mi się nie stało. Poszłam do mojego i Marco domu zabrałam portfel, kilka ciuchów i bieliznę. Pojechałam do Piszczków, bo oni mieli jechać dzisiaj do Polski, ale na moje nieszczęście pojechali wcześniej. Zatrzymałam na ulicy pierwszy lepszy autobus i pojechałam na lotnisko.
-No, ale proszę muszę pilnie jechać do Polski, moja mama właśnie urodziła dziecko! - skłamałam
-A w takiej sprawie to dobrze, oto bilet. - powiedziała sztucznie
Po chwili byłam już w samolocie, przesiadka była w Monachium i musiałam czekać 5 godzin.
-Hej Gabi – powiedziała do mnie dziewczyna, okazało się, że była to Amelka!
-Ammmmm! Co ty robisz w Monachium?!
-Amelka idziemy już? - powiedział Thomas...Muller?
-Gabi to jest Thomas – Thomas to jest Gabi moja przyjaciółka.
-Miło mi cię poznać – powiedział chłopak z uśmiechem.
-Mi również.
-Czyżby fanka Bayernu? - w środku aż tłumiłam się od śmiechu
-Nie? Sercem i rozumem za BVB. - powiedziałam dumnie.
-I ja też! - stanęła obok mnie
-Kotku, a myślałem... zrywam z tobą. - powiedział i się odwróci
Am zrobiła minę WTF?
-No przecież żartowałem. - pocałował ją
-Czułości na później. - zaśmiałam się
Czas mijał i mijał...
-Muszę lecieć pa!
-Pa! - powiedział Thomas
-Paaaa! Zadzwon do mnie – szepnęła przytulając mnie
Poszłam do samolotu i po 1.5 h byłam już w mojej ukochanej Polsce! W moim mieszkanku!
Miałam ponad 100 nie odebranych połączeń  od Marco i Mario, ale trudno. Wahałam się czy odebrać, odrzucić czy odpisać. Postanowiłam, że nic z tym nie zrobię, choć wiem, że cholernie się o mnie martwili.
Gdy miałam wychodzić do sklepu, gdyż lodówka świeciła pustkami, przed drzwiami zobaczyłam...


poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 21

[…] i pokazałem jej bransoletkę, z wygrawerowanym napisem: G + M = love forever ♥
-Dziękuję Marco! - przytuliła mnie – A mogę iść już spać? Jutro czeka nas obojga ciężki dzień – powiedziała tajemniczo.
Ja postanowiłem sprawdzić Facebooka, a następnie poszedłem w ślady mojej ukochanej.

Wstałem wcześniej od niej i pierwsze co zrobiłem to spojrzałem się na nią i bawiłem się kosmykami jej długich, brązowych włosów.
-Koniec leniuchowania! - powiedziałem do siebie cicho, by jej nie obudzić.
Poszedłem do łazienki, ogarnąć się, a potem napisałem Gabi karteczkę, że jestem na treningu, a mała jest u mojej mamy i wyszedłem z małą z domu.
Na treningu, było jak zwykle. Po 4 godzinach wróciłem do domu, a Gabi... jeszcze spała! Zdjąłem. buty i położyłem się obok niej, przytulając ją, wtedy się obudziła.
-Kooocham cię – powiedziała przeciągając się. - Która godzina?
-14.15
-Coooooooooo?! O cholera! Marco nie możemy iść dzisiaj na kolacje!
-A to czemu?
-Boo? Mama do mnie przyjeżdza i chciała się spotkać.
-Ahaa. - mina mi zbladła
-Kochanie, nie smuć się.
-Nie smucę się. - uśmiechnąłem się do niej.
Po kilku godzinach przyszedł do niej Mario i zabrał ją gdzieś...
-Gabi-
O 18 przyszedł po mnie Mario i poszliśmy do klubu.
O około 21 zadzwoniłam do Marco, żeby ''odebrał'' mnie z klubu.
Po 15 minutach spojrzałam w okno i zobaczyłam samochód Marco
-Chować się! Krzyknęłam,a wszyscy oprócz mnie i.... Ugh!
-Mario deklu ty nie!
Szybko wyszedł i stanął koło mnie. Po chwili Marco wszedł, a każdy kto się schował, wyszedł z kryjówki i naraz krzyknęliśmy Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Marco!
A ja z Mario daliśmy mu prezent: I pad'a air, o którym marzył.
-Jesteście cudowni! -przytulił się do nas.
Impreza trwała w najlepsze. O godzinie 2.30 postanowiłam zbierać się do domu bo źle się poczułam, ale nie chciałam nic mówić Marco, żeby nie psuć mu imprezy, powiedziałam Lewemu i Mario, a ten drugi powiedział, że sama nie pójdę i mnie odprowadzi. Byliśmy pijani. Mario powiedział, żebym poszła do niego. Tak zrobiłam. I on zrobił coś co na zawsze odmieni moje życie.
Nie protestowałam. I stalo się. Zdradziłam Marco z jego najlepszym przyjacielem.
-Marco-
Lewy mi powiedział, że Gabi poszła do domu, i że Mario ją odprowadził. Pojechalem do naszego domu, ale jej tam nie było. Pojechałem do Mario i z racji tego, że tam jest moja dziewczyna wszedłem do domu bez wahania, ale pożałowałem tego.
-I co taki z ciebie przyjaciel?!
-Marco to nie tak... - zaczęła tłumaczyć moja była już narzeczona.
-Ty się nie odzywaj! Niech ON mi to wyjaśni.
-No co?
-A w ryj chcesz? - powiedziałem i od razu uderzyłem go w twarz.
-Mario-
Mój przyjaciel uderzył mnie w twarz. O co mu chodziło?
Po chwili dotarło do mnie co zrobiłem i że przez to związek moich przyjaciół się rozpadł, ale ja będę ją wspierał.
Gdy Reus już wyszedł, a po chwili się wrócił i powiedział do Gabi:
-W MOIM mieszkaniu nie masz czego szukać.
Ja powiedziałem do niej:
Jeżeli chcesz możesz wprowadzić się do mnie.
-Po... pogięło cię? - odpowiedziała przez płacz
-Nie, jesteś moja przyjaciółką chcę ci pomagać.
-Dziękuje za wszystko co dla mnie robisz przyjacielu! - przytuliła mnie.
-Nie ma za co i przepraszam przyjaciółko. Kocham cię jak siostrę !
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Namieszałam ;> 
Mam nadzieje że rozdizał się podoba. i bardzo proszę o komentowanie :D 

Odwieszam!

Postanowiłam znowu pisać rozdziały! Nie wiem czy ktoś się cieszy, ale taka była moja decyzja. Tylko proszę, komentujcie, nie ważne co: krytykowanie mnie, bloga itd., ale komentujcie, to dla mnie ważne :)
Następny rozdział, powinien pojawić się za kilka godzin :)
Jakoś tak 12-12:30 :)



Buziaki, Gabryśka ;D

wtorek, 24 czerwca 2014

Zawieszam...

Cześć!  Zawieszam tego bloga na jeszcze nie wiem jaki okres czasu.  Jest 13 obserwatorów,  a nikt tego nie komentuje! ;-; Nie wiem,  czy komuś się w ogóle podoba ten blog, nie wiem,ale na razie go zawieszam. Dziękuję za chwilę uwagi.

sobota, 31 maja 2014

Rozdzial 20 czesc 1

Kilka dni pozniej
Z Marco układa nam się idealnie. Jutro mam dla niego niespodziankę urodzinową.
Zabieram go do najlepszego klubu w Dortmundzie, będą wszyscy nasi znajomi.
-Kochanie jadę na trening,  będę za 3 godziny. - pocałował mnie
Nic nie odpowiedziałam tylko odwzajemniłam pocałunek .
                                                     *Marco*
Mam dla Gabi niespodziankę. Dam jej wieczorem, przy kolacji. Kocham ją nad życie.  Nigdy nikogo nie kochałem tak jak jej.
Gdyby nie przyjechała do Dortmundu pewnie nadal był bym z Lucy , która zdradzała mnie na prawo i lewo, a ja nic nie zauważyłem.
Wtedy w środę, co powiedziałem Gabi, że chodziło o pieniądze,  zerwałem z moją byłą już dziewczyną. Okłamałem Gabi w 2 sprawach,  ale to tylko ze względu na Nią. 
Gdy dojechałem już na trening zobaczyłem chłopaków wychodzących ze stadionu wraz z trenerem.
-Marco treningu dzisiaj nie ma. Mam ważną sprawę do załatwienia. 
-Dobrze trenerze - wkurzyłem się, lecz starałem się tego zbyt nieokazywać. !
Wróciłem do domu i nie było nikogo w domu. Była tylko karteczka, na której napisane było:
Poszłam z małą na dłuuugi spacer po parku. Jak będziesz wracał z treningu to nas dogoń :P
Kochamy :* Twoje dziewczynki.
Postanowiłem je dogonić. Poszedłem, a właściwie pobiegłem do parku i tam je zobaczyłem.  Pobiegłem jeszcze szybciej i złapałem Gabi w talii, ona obróciła się w moją stronę i pocałowała w usta.
-Hej misiek. Ty nie na treningu?
-Odwołany.  Mamy cały dzień dla siebie.  - powiedziałem z uśmiechem na twarzy
-Chodź do domu. - złapałem ją za rękę i powędrowaliśmy do domu.
-Kotek może...
-Tak obejrzymy film kiedy położymy małą spać
-Skąd wiesz co chciałam się Ciebie zapytać?
-Za dobrze cie znam
Po tych słowach pocałował mnie.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.  Nadal byliśmy przy pocałunku, gdy MARIO wparował do mieszkania.
-Oj, chyba przeszkadzam.  - odwrócił się
-Nie nie przeszkadzasz - powiedziałam odrobinkę wkurzona
-Gabi idziesz się przejść na spacer?
-Nie dzięki.  Może innym razem...
-Czyli idziesz . Pa Marco!
Wyszliśmy z mieszkania.
-Mario, ale ja nawet się z nim nie pożegnałam.
-Oj Gabi przeżyjesz
-Nieeee! - zaczęłam tupac nogą jak mała dziewczynka,  przyjaciel miał ze mnie niezłą bękę.
-No... do...dobra...idź. ..! - mówił przez śmiech, gdy staliśmy przed bramą naszego mieszkania.
-Ja się przyszłam z tobą pożegnać kochanie. - uśmiechnął się
-Już się stęskniłem - pocałował mnie
Chyba zobaczył jak Götze się śmiał, bo pozdrowił go środkowym palcem.
-haha jesteś the best -ponownie go pocałowałam
-Wiem kochanie. Kocham Cię , a teraz leć już bo Mario tam chyba zaraz śmiechem wybuchnie - zaśmiał się
-Ok - gdy od chodzilam pocałował mnie w szyję.
Gdy wyszłam Götze przestał się śmiać, tylko zaczął rozmowę :
-Ile  razy wy się jeszcze będziecie lizać?
-Stul pysk Götze bo ci coś zrobię.  - uśmiechnelam sie do niego
-Ta ciekawe co
-A chcesz zobaczyć? - złożyłam pięści do "pobicia"
-Nie dzięki
-He wygrałam!
-dobra gadajmy o jutrze
-Ok ty zaciagniesz go do klubu, a ja tam będę czekać z nimi wszystkimi, proste i logiczne nie?
-Nie, bo ja chce czekać tam!
-Ale ja z ....Mam lepszy pomysł!  Ja jestem z Marco umowiona na jutro,  to odwołam spotkanie i powiem mu żeby odebrał mnie z klubu i żeby się jakoś ubrał i niby bede troszeczkę wstawiona...
-Hahahahahahahahahahahahahahaha
-Milcz!
-No to... eeemm. Że jestem troszeczkę wstawiona i on sie na pewno ze złości ,  ale nie będzie  zły , rozumiesz ?
-Hahahahaaha tak ;* ale twoje teksty mnie rozwalaja
-Ide do domu pusty łbie
-czekaj odprowadze cie
Zgodziłam się,  bo męczył by mnie przez całą drogę do domu,  po gadaliśmy jeszcze trochę,  ale ja weszlam do domu a on poszedł do Lewego i Ani.
-Jestem kochanie! 
-Heej co tak długo ?
-Bo z nim nie dalo sie iść
-Rozumiem :)
-Co tak pachnie?
-Idź do łazienki,  a potem czekaj na mnie w sypialni - musnął moje usta
Poszłam na górę do łazienki i zobaczyłam przygotowaną kąpiel , wykąpałam się,  a następnie w samym ręczniku podreptałam do naszej sypialni i ujrzałam piękną sukienkę.  Była czerwona i taka o jakiej marzyłam,  była na niej karteczka z tekstem:
Spójrz na dół ;) Kocham. Marco..
Zauważyłam tam piękne czarne szpilki do tego.  I kolejną karteczkę:
Teraz już możesz założyć.  Jak założysz, zejdź na dół.  Zrób to dla mnie. Kocham Cię.  Marco.
Założyłam i zeszłam na dół...
                                                
Schodziła po schodach,  wyglądała tak pięknie. Zachwycony jej urodą podszedłem do niej pocałowałem i odsunąłem jej krzesło.
-Kolacja zaraz będzie.
Ona zamiast odpowiedzi,  podeszla do mnie i szepnęła na ucho;
-Dziękuję,  za wszystko, za to, że jesteś. Bez względu na wszystko,  zawsze będę cię kochać.  Obiecuję.  :)
-Jesteś najlepsza. A teraz siadaj, zjemy kolację ;*
-To było pyszne - powiedziała - idę się położyć . Dobrej nocy.
-Nie! Jeszcze nie!
_____________________________________
Czesc 2 dodam chyba wieczorem. Mozecie mnie zabic, pewnie gdybym nie byla w szpitalu wyszedl by dluzszy -.-
Ten rozdzial wyszedl taki sloodki, slodki ze az soe rzygac chce ;P
Na dzien dziecka dostane czapki: jedna z napisem Borussia Dortmund, a druga z napisem: Mrs. Reus
♡♥♡♥
A wy co dostaniecie na dzien dziecka? ;)
                                                

piątek, 23 maja 2014

Przepraszam!

Przepraszam tych którzy czytają to opowiadanie, za to, że od (prawie) miesiąca nie dodałam nic, kompletnie nic! Ale to tylko dlatego, że mam kłopoty, ze zdrowiem, mdleje i mam  silne zawroty głowy. Teraz jest lepiej, lecz nowy rozdział dodam dopiero za ok. 2 tyg. Nie pytajcie czemu, to moja prywatna sprawa. Sorki. :>